Nie wiem, czy to dobry pomysł na nowy temat, ale powoli mija pierwszy szok po diagnozie i człowiek zaczyna wracać do rzeczywistości. To jest trudne, bo wiekszość z nas ma jakieś wcześniejsze zobowiązania (może starsze dzieci, męża, może firmę, której ktoś musi przecież dopilnować). Staramy się żyć dniem dzisiejszym i być silne, ale w cieniu nocy dopadają nas czasem "potwory". Czy myślałyście kiedyś o jakiejś formie pomocy sobie, rodzinie, o jakimś rodzaju terapii?
Ja się zaczynam zastanawiać. Strach mnie czasem przerasta, beztroska wzbudza poczucie winy. Tak się nie da żyć i nie chcę, by odbiło się to na mojej rodzinie, starszym synu.
Napiszcie, co o tym sądzicie. A może już zrobiłyscie coś w tym kierunku?
:) Pozdrawiam