Co do ospy to nie slyszalam o przeciwskazaniach.Z tego co pamietam jest skojarzona ze szczepionka na swinke i odre i podaje sie ja w 13 miesiacu.CHyba,ze sie myle :)
Szczepionka SYNAGIS tak samo nazywa sie w Polsce.Objete sa nia tylko wczesniaki.Tutaj w UK dzieci z powaznymi wadami serca tez.Niestety minus tej szczepionki to cena( my na szczescie mamy refundowana) i to,ze dziala tylko przez miesiac.Tak wiec w okresie zimowym podaje sie ja co miesiac w udo przez np.4-5 miesiecy.Plus jest taki,ze unikamy wiekszosci zakazen ukladu oddechowego,co w przydaku serca ma duze znaczenie.
Dzięki, ja trochę o tym czytałam i też znalazłam tą nazwę. Jednak teksty były sprzed roku lub dwóch, i podawały zastraszajace ceny :) więc myslałam , że wynaleźli jakiś nasz tańszy odpowiednik, ale zdaje się, że nie. Trudno będziemy musieli przeboleć i zafundować Julce taki "drobny" prezencik :)bo na to, że zakwalifikują nas do jakiegoś programu z refundacją nie liczę. A ospa tak w 13-14 miesiącu. O przeciwskazaniach wspominał właśnie lekarz i ma sprawdzić, jak to jest.
Dzięki i pozdrawiam. :)
Z tego co pamietam jedna dawka kosztuje ok.5tys.Nas skierowal lekarz i nawet poczatkowo nie wiedzielismy co to za szczepienie.Tutaj sa troche inne realia.
Moze uda sie jednak poprzez jakas fundacje cos uzyskac.
Jak nie zapomne to zapytam w czwartek pielegniarke o szczepienie na ospe
Dzięki, byłoby fajnie. Choć o szczepienia to się akurat nie boję, chodzimy do bardzo dobrej pani doktor w poradni dla dzieci z grupy podwyższonego ryzyka. Nie jesteśmy jej pierwszym hlhs'em, :) co cieszy. Do tej pory wszystkie szczepienia szły zgodnie z planem, na ile pozwalały oczywiście wizyty w szpitalu. Co do synagis to podobno cena troche spadła i w tamtym roku było to 2,5 tyś. Ale razy 5,czy 6 miesięcy... :) wakacje nam się chyba odwleką :) Ale na pewno spróbuje, bo w tamtym roku Julkę złapało raz zapalenie oskrzeli a raz gardła. No i skończyło się antybiotykiem, a przy tym brak apetytu, wymioty, szpital, inhalacje i inne - szkoda dzieciaka.
Maks mial dwa razy kaszel.Raz zaraz po II etapie,ale jeszcze nie byl szczepiony i drugi raz teraz na wiosne.Niestety szczepienie juz nie dzialalo. Wszytsko przeszedl bez komplikacji.Jednak antybiotyk dostal za kazdym razem.Nie mial jednak goraczki, wymiotow, itp.
W sumie dwa razy to nie tak duzo, zwazywszy,ze moje dzieci w sezonie grypowym ciagle sa zasmarkane i Maks lapie wszytsko od nich.
Jak na razie z chorob,jakie przeszedl nie bylo tak zle.
Już wiem na pewno, choć długo to trwało, że sie nie szczepimy na ospę. Niestety nie wiem dokładnie dlaczego, bo tylko dzwoniłam do pani doktor, ale przy następnym szczepieni się dopytam o co chodzi i napisze :)
W międzyczasie Julka złapała zapalenie oskrzeli i nie obyło się bez antybiotyku i inhalacji, ale nauczeni wcześniejszą infekcją, tym razem zwalczyliśmy ją o wiele szybciej.
Pozdrawiam.
A czy ktoś się wybiera na warsztaty GO Hearts do Krakowa?
Hej, na co szczepiłaś małą jeśli chodzi o dodatkowe szczepienia-powoli zaczynam myśleć choć jeszcze trochę czasu mamy. Pola jest aktualnie 3,5 tyg. po drugiej etapie.
Gdzie chodzicie do przychodni?
Czym inhalowałaś Julkę? solą fizjologiczną?
Z chęcią wybrałabym się na warsztaty z tym że nie wiem gdzie można się zapisać a przede wszystkim czy są miejsca z tego co pamiętam to są w sierpniu-jeśli wiesz coś więcej to napisz. Czy byłaś (był ktoś) kiedyś na takich warsztatach jeśli tak to jak one wyglądają.
My idziemy normalnym kalendarzem, no może trochę dłuższe przerwy robi się przy podwyższonym ryzyku. Ale szczepimy na wszystko: był rotawirus, pneumokoki, meningokoki, wszystkie obowiązkowe, no oprócz ospy :). Julka nigdy nie miała problemów po szczepieniu. Raz, czy dwa temp. do 37, która minęła po czopku z paracetamolem.
Niestety nie chodzimy do przychodni, tylko do doktora Szydłowskiego na Królewską. Bardzo fajny, no i nie ma problemu z terminem, tyle tylko ze to wizyty prywatne, wiec płatne. Ale warto, bo przecież to nie jest raz na tydzień, tylko raz na 3 miesiace, albo i dłuzej (nam teraz powiedział za 8 miesięcy, ale i tak pójdziemy za 3 - profilaktycznie :) ). A do pediatry chodzę do dr.Pietruszki dotychczas do LIM'u - leczy też starszego syna od urodzenia.
Inhalacje robimy z mukosolwanu i jakiegoś sterydu (w zależności co przepisze lekarz).
Ale z soli też są świetne, szczególnie przy uciażliwym katarze. :)
Na warsztaty GO Hearts można się zapisać na stronie fundacji http://www.corinfantis.com/
Tylko nie wiem, czy są jeszcze miejsca, ale warto zapytać. Mają już ogólny zarys programu:
1. Odległe powikłania po leczeniu operacyjnym dzieci z sercem jednokomorowym, tetralogią Fallota i przełożeniem wielkich pni tętniczych - prof. dr hab. n. med. Edward Malec
2. Co się dzieje z moim dzieckiem na Oddziale Intensywnej Terapii? - dr n. med. Katarzyna Januszewska
A jeszcze do 30 lipca można sie zapisać na jednodniowe warsztaty fundacji Serce Dziecka w Zabierzowie - też na stronie znajdziesz formularz i kontak.
Nie powiem jednak jak to wyglada, bo nie byłam jeszcze na żadnych warsztatach. W zeszłym roku przystosowywałam się do życia z 'serduszkeiem' i takie tam, jakoś nie miałam głowy do takich przedsięwzięc. :)
Nie napisałaś jak mała przeszła operację, jak się czuje? Zakładam, że jest ok, skoro myślicie o szczepieniu, ale proszę napisz coś więcej, na pewno wszyscy są ciekawi, jak się czuje Pola. :) No i jak Ty się czujesz. :)
Dzięki za odpowiedź, nie mogę znaleźć informacji odn. warsztatów w Zabierzowie będę musiała jeszcze popatrzeć.
Jeśli chodzi o moją córeczką to uważam, że spisała się na medal i myślę, że wszystko powoli wraca do normy.
Jeśli chodzi o operację, termin itd., to przyznam, że byłam na każdym kroku mile zaskoczona. Przygotowana byłam psychicznie na długie czekanie najpierw na echo (21.06.-byłyśmy przyjęte na oddział w celu zrobienia echa w uśpieniu) a później na operacje. Byłam przekonana, że operacja nie będzie wcześniej niż początek lipca. W rezultacie echo Pola miała zrobione 22.06, a operację miała 25.06. w piątek, właściwie już w czwartek czekałyśmy na zabieg - byłyśmy 'rezerwowe' a było to związane z wcześniejszą operacją ile czasu ona będzie trwać. W niedzielę rano Pola była odłączona od respiratora, a w poniedziałek była przeniesiona na oddział VIII na "półintensywną"gdzie mogłam być z Polą od rana do samego wieczora - wychodziłam dopiero jak mała zasnęła. Pola radziła sobie bardzo dzielnie ale niestety na 4 dobę zaczęła wymiotować na zielono było podejrzenie perforacji jelita, założono jej sondę odprowadzającą wydzielinę. Na szczęście zdjęcia RTG (były robione aż 3 o różnych godzinach w celu sprawdzenia czy płyny się zmniejszają) jak i badanie USG nie wykazały nic szczególnie niepokojącego. Wszystko zależało jak Pola sobie z tym poradzi, jeśli nadal byłyby zielone wydzieliny, a mała nie zrobiłaby kupki prawdopodobnie czekała by ją operacja. Już następnego dnia z Polcią było zdecydowanie lepiej niestety z powodu problemów brzuszkowych Pola była na "półintensywnej" 1 tydz. początkowo miałam straszne wyrzuty sumienia, że nie mogę być z nią w nocy, bardzo się martwiłam ale na szczęście Polcia całe noce przesypiała jedyny minus była taki, że nie za bardzo chciała jeść w nocy od ciotek :) choć pod koniec zaakceptowała, że mama karmi w dzień a ciotki w nocy :D. Następnie zostałyśmy przeniesione na oddział X mała miała powoli odstawiane leki ale jeszcze dużo dostawała leków na brzuszek. Powoli i te leki zostały odstawione i wróciłyśmy do domu. W szpitalu spędziłyśmy 3,5 tyg. może zabrzmi to dziwnie ale uważam, że był to bardzo przyjemny okres,min. dzięki temu że Pola ładnie sobie radziła ale również dlatego, że czułam, że nikt nie olewa mojej córki, widziałam jak lekarze się o nią troszczą. Przychodzili nie tylko rano i wieczorem ale również w ciągu dnia (początkowo nawet po kilka razy dopóki sytuacja się nie ustabilizowała). Bardzo sobie cenię fakt, że o wszystkim byłam na bieżąco informowana i uważam, że kontakt z lekarzami był super, może mi nikt nie uwierzy ale nie było lekarza do którego miałabym jakiekolwiek pretensje, który potraktowałby mnie z wyższością przynajmniej ja nic takiego nie odczułam i relacje jakie były między nami były dla mnie zadowalające, ja niczego więcej od nich nie oczekiwałam. Uważam kardiochirurgów za świetnie zgrany zespół (to moje spostrzeżenia, nie wiem co się dzieje za zamkniętymi drzwiami) i co mi się b. podobała, że się trzymają razem. "Walka" a właściwie rywalizacja między kardiologami a kardiochirurgami jest odczuwalna ;) może i lepiej że ich oddziały są na różnych piętrach jak jedni do drugich w końcu dojdą to po drodze zdążą trochę ochłonąć :) (oczywiście to są moje odczucia :)). Cholewka... nawet nie mogę się przyczepić do pielęgniarek, myślę, że ja w jakiś sposób byłam już zahartowana poprzednim pobytem w szpitalu- i nie porażałam wzrokiem Bogu winne kobiety za to, że moje dziecko płacze przy pobieraniu krwi, zakładaniu wenflonu, a na lekarzy nie rzucałam się z chęcią "rozszarpania" za to, że moje córeczka płacze przy zmianie opatrunku... chyba trochę dojrzałam :). Co nie zmienia faktu, że sobie popłakiwałam - a świeczki w oczach miałam dosyć często pomimo tego, że obiecałam sobie, że się nie będę rozklejać tylko będę twarda ;).
Jedyna rzecz do której mogę się przyczepić i na którą jestem wściekła to fakt że Pola wyszła ze szpitala z rota wirusem :((. Po przyjeździe do domu okazało się, że ma temp. 38oC zaczęło się rozwolnienie i wymioty :(. Odmówiła jedzenia, a my zaczęliśmy się pakować do szpitala, na szczęście zawzięliśmy się w sobie i podawaliśmy wodę Poli strzykawką (na butle nie chciała patrzeć) co 30 min po 20-30 ml. Udało się mała się nie odwodniła- co nie zmienia faktu, że dalej jest osłabiona i je mniej niż w szpitalu. jeśli chodzi o jej rozwój przed i po operacji nie widzę zbyt dużej różnicy czynności które umiała przed operacją (np samodzielne siedzenie, przewracanie się z boku na bok) jak najbardziej wykonuje, ale widać że jest słabsza.
To chyba tyle
pozdrawim
Karolina
Musisz się zalogować, aby móc pisać.