Julka kończy dzisiaj pierwszy roczek. To był trudny czas, trudny od pierwszej chwili jej życia.
Bałam się o jej życie juz w czasie porodu. I słowa lekarza, ze jest dobrze, ze jest "zdrowa". I taka ulga, ze .. musieli mnie uśpić, bo po tych wszystkich nerwach tak się trzęsłam, że lakarz nie mógł mnie pozszywać .. :) - jakos poszło.
I pierwszy raz, gdy mogłam ją dotknąć, to był drugi dzień jej zycia, jeszcze taka spokojna, słodka, różowa ... i potem przez kilka dni tylko zdjecia. I w końcu szpital dziecięcy, ten upał, plastikowe kapcie, szlafroki, chałasy i ... moja blada kruszynka. Już niewydolna oddechowo i krązeniowo, nie chciała jeść, nie wiem, może nie chciala zyć? ... Potem operacja. I to jak uciekłam, gdy wyszedł lekarz. Bałam się, co powie. I łzy męża, takie wielkie, szcześliwe i znowu te dziwne dreszcze. I potem to maleńkie ciałko ubrane w kabelki, rurki, plasterki, ale żyła, była znowu bliżej nas, niz nieba. I pierwszy raz gdy mogłam ją znowu pogłaskać, i wreszcie 18 maja - dzień, gdy w końcu wzięłam moją córkę na ręcę. Na chwilę, bez zbytniego przytulania - bo te kable, rany, ale na rękach. Gdy pielęgniarka przyszła i powiedziała: "proszę wziąć ją na ręce" byłam w takim szoku, i taka szczęsliwa, ze porwałam ją bez namysłu, bałam się, że zmieni zdanie :)
Do domu wróciłyśmy w dzień matki - nie było nigdy leszego prezentu :)
Potem było różnie, raz lepiej, raz gorzej - zapisywanie ile jadła, kiedy i jaka miała saturację, ile ważyła, jak się moczyła ... ale do przodu.
I te dni przed drugą operacją, gdy Julka była strasznie słaba, niespokojna, miała niskie wartosci saturacji, znowu nas "zostawiała". Momenty zwątpienia w nasze decyzje, przytulanie się do zimnej posadski w łazience i ciągły strach...
i w końcu szpital i lekarze, którzy mówili, że jest źle, ale że nie wolno się poddawac. No i Julka, która pokazała im, że warto. I szybki powrót do zdrowia i do domu.
I dzisiaj, moze troche za mała, moze za chuda, może drepta tylko za rączki, ale jest, nasza - ziemska. A jej "cio to?" sprawia, że wierzę, ze jeszcze nie koniec, ze moze szczęście trwa dłuzej niż chwile. :)